Menu

Portrety i inne bzdety

Widzę i opisuję, bo tak mam. Blog z miłości do słów i fascynacji światem we wszystkich odcieniach szarości i pomarańczy. I pomelo.

Czy w niebie mają facebook’a?

soniagalka

Tak się ostatnio zastanawiałam, czy w niebie mają facebook’a. Nie przez ten cały czas, kiedy nie pisałam, chociaż fakt - radosny portal społecznościowy przyczynił się do mojego milczenia. Dół jak wół pogłębiały kolorowe i czarno-białe (nie bez powodu, wszak to kolor fotografii nagrobnych) zdjęcia, publikowane i udostępniane, szerowane i komciane przez grono osób swego czasu mi najbliższych – ba, zastępujących ciepło rodziny. Ach! i doskonałym, zdecydowanie najbardziej cool pomysłem było odnajdowanie i upublicznianie zdjęć, na których nasi świętej pamięci przyjaciele występują razem.

 

W ostatnim czasie nasza stara paczka znowu się skurczyła. Odszedł kolejny kolega. Ze specyficznego kręgu „pozytywnie zakręconych” to już trzecia osoba. Tym razem do zaskoczenia przedwczesną śmiercią dołączyło zdziwienie na reakcję przyjaciół, którzy w sieci nie tylko umawiali się na pogrzeb i organizację wsparcia dla jego najbliższych i zakup wieńca, ale także na popogrzebową stypę, która zgodnie ze starożytnym zwyczajem naszej grupy miała odbywać się w spelunie, gdzie spędziliśmy zresztą mnóstwo innych ważnych, zazwyczaj radosnych chwil razem. I tu nastąpiło finalne zaburzenie rytmu mojego serca. Z intensywnym i nieokreślonym, choć nieprzyjemnym uczuciem zaczęłam usuwać ze znajomych osoby, które na pewno już nigdy się nie zalogują.

 

W nie tak odległych czasach sprzed leczenia odwykowego chętnie brałam udział w podobnych imprezach „ku czci” zmarłych znajomych. Co tu dużo gadać, nawet na stypie po babci był alkohol i żarty przy wspomnieniach zamierzchłych czasów. Z dzisiejszej perspektywy jednak spotkanie z bliższymi i dalszymi członkami rodziny tuż po pogrzebie odbieram nieco inaczej, aniżeli całonocną imprezę z okazji żałoby, czy urodzin nieboszczyka. Jakkolwiek niewątpliwie takie zachowanie byłoby kontynuacją stylu życia osób, nad śmiercią których zastanawiałam się ostatnim czasem najwięcej, nie wydaje mi się, że jest to najlepszy sposób przeżywania żałoby. Dla nas, jeszcze żywych. Z tej prostej przyczyny, że alkohol skutecznie uniemożliwia prawdziwe przeżywanie. Za to jest najlepszą metodą odcięcia się od uczuć i emocji. To z kolei – wierzcie mi – w konsekwencji nie prowadzi do niczego dobrego.

 

Dobijam trzydziestki. No dobra, prawie. Zbliżają się moje 27 urodziny. Nie liczę zmarszczek, siwe włosy martwią mnie tylko trochę i w gruncie rzeczy naprawdę się cieszę. Że tu jestem. Bo przecież było tyyyyle okazji żeby mnie nie było!

 

27 lat. Chociaż wg zawiłych wyliczeń matematyki okołotrzeźwiennej - emocjonalnie coś jakby 17-18. Jeżeli to pełnoletniość obiecuję, że nie zacznę korzystać z żadnych niecodziennych przywilejów. Przypomina mi się moja największa impreza urodzinowa – pamiętne 25. No dobra, powiedzieć „przypomina się” to powiedzieć za dużo. Za to wspomnienie męczarni tamtego zespołu odstawiennego jest bardzo żywe i może stanowić jeden z motywów do dalszego dojrzewania.

 

Już nawet prawie nie mam wyrzutów sumienia, że nie udzielam się towarzysko. Nawet, że nie upijam się z okazji czyjejś śmierci. Czy to znaczy, że nie jest mi przykro? Że nie szanuję pamięci zmarłych? Słowo honoru, że jest mi przykro, wspominam stare dzieje i trafiam myślami na najlepsze chwile. Ale przede wszystkim nie zgadzam się na te nasze przedwczesne śmierci.

 

To wszystko tylko moje refleksje, a kwestia dostępu do facebook’a w niebie skomplikowała się w chwili, gdy usunęłam z internetowych znajomych ostatniego nieżyjącego kolegę w dniu jego urodzin i dokładnie w tym samym momencie płyta główna mojego laptopa zgasła na zawsze. Przypadek? Oczywiście, że tak. Chociaż gęsiej skórki się nie wypieram.



Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • marid0

    A skąd wiesz, że pójdziesz do nieba, po śmierci? ;)

© Portrety i inne bzdety
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci