Menu

Portrety i inne bzdety

Widzę i opisuję, bo tak mam. Blog z miłości do słów i fascynacji światem we wszystkich odcieniach szarości i pomarańczy. I pomelo.

Meandry wirtualnych matrymoniałów

soniagalka

 

Poprzedni wpis zrobił furorę (przynajmniej na skalę tego skromnego blogu), zdobywając 1/4 więcej lajków niż dotychczasowy winner! Jednocześnie, trochę i w związku z tym, robi się coraz ciekawiej.

 

 

Pierwsza ciekawostka

 

Pierwsza ciekawostka jest zarazem najprzyjemniejszą. W związku z udostępnianiem przez znajomych mojej notatki o wielkim nieszczęściu spowodowanym informacją o małżeństwie Dorocińskiego, otrzymałam sporo prywatnych wiadomości od starych znajomych, a nawet nieznajomych (znajomych znajomych). Było to przełomowe wydarzenie w życiu Gałki-bloggera, zważywszy na fakt, że większość (nielicznych zresztą) komentarzy pod moimi tekstami, tworzy spam. Wydarzenie nie tylko przełomowe, ale także bardzo przyjemne, połechtana została moja próżność. Bądźmy ze sobą szczerzy – kto tego nie lubi?

 

Druga ciekawostka. Znajomi

 

W sumie to nic dziwnego, że na Badoo znajduję swoich znajomych. Pełen przekrój, od podstawówki do chwili obecnej. Co więcej, ten mądry portal jeszcze podkreśla, że są moimi znajomymi na Facebook'u. I co z tego? Spieszę z wyjaśnieniami. Zdawać by się mogło, że jesteśmy generacją ludzi otwartych na świat, odważną, pozbawioną uprzedzeń i ogólnie tolerancyjną. Z drugiej jednak strony posiadanie konta na portalu tego typu, często postrzegane jest jako oznaka desperacji. Mówią o tym sami użytkownicy podczas wymiany prywatnych wiadomości. Czatując z kolejnymi osobami odnoszę wrażenie, że trochę się wstydzą tego, co robią. Zupełnie jakby nie rozmawiali z osobą, która robi dokładnie to samo!

 

Imiona i ksywki. Wirtualna tożsamość

 

Inni wstydzą się nie wprost. W przeciwieństwie do klasycznej Sympatii, jej odmiana Plus oraz Badoo nie wymagają od użytkownika posiadania zupełnie oryginalnego nicku. Dzięki temu nie trzeba wymyślać niestworzonych słów, jeżeli jest się Kasią albo Piotrkiem. Można normalnie być jedną z Kaś i Piotrków, a nie Ka5ią czy P3tr3m. Można nawet podać swoje nazwisko, to jednak zdarza się nader rzadko (i zupełnie nie ma co się dziwić. Nie chciałabym, żeby kolesie którzy mi grożą, mieli łatwość odnalezienia mnie na innych portalach społecznościowych, czy w sieciach zawodowych). Na przeciwległym biegunie znajdują się osoby podające fikcyjne imiona i ksywki. Tu również obserwujemy rozmaite trendy, w tym przede wszystkim:

  • imiona znaczące,

  • polskie imiona popularne.

Pierwsza wymieniona grupa imion nadawanych sobie samodzielnie przez użytkowników portali ma za zadanie podkreślić i uwypuklić jakąś cechę osobniczą i mamy tu chłopców takich jak np.: Crazyman, LoverBoy, Bad Boyfriend; zaznaczyć związki kulturowe z innymi nacjami lub wyjątkowe pochodzenie, tu np. Italiano; zwrócić uwagę na konkretne zainteresowania: Public Enemiy, Padawan. Szczególną uwagę podczas pobieżnego, trzyminutowego research'u przeprowadzonego dla celów tej notatki, zwrócił na siebie Otyły Janusz, którego zdjęcie profilowe jak najbardziej komponuje się z nickiem. Zdaje się, że użytkownik celuje do bardzo specyficznej i doprecyzowanej grupy odbiorców.

 

Jeżeli z kolei wydaje ci się, że rozmawiasz z Karolem, nie bądź pewny, bo pewność niepewna. Po jakimś czasie, kiedy Karol obdarzy cię zaufaniem lub upewni się, że nie macie wspólnych znajomych, może okazać się Konradem.

 

UWAGA: Wszystkie imiona i ksywki w niniejszym wpisie są wymyślone (na podstawie autentycznych zasad słowotwórczych, zaobserwowanych na portalu)! Żaden człowiek nie ucierpiał podczas tworzenia tej notatki.

 

Ciekawostki. Level hard

 

„To nie świat jest mały, to my jesteśmy wielcy‟ - powiedziała kiedyś moja koleżanka. Jednak mam nieodparte wrażenie, że jednak to świat się kurczy w jakimś zastraszającym tempie. Repertuar zaskoczeń jest wprost niewyczerpany. Pamiętam opowieść mojej kochanej siostry, która podczas wyprawy na Dominikanę spotkała jakiegoś Polaka, który jak się potem okazało, pochodził z naszej rodzinnej podkieleckiej wioski.

 

Co nie umniejsza znaczenia bardziej lokalnych zbiegów okoliczności. Jak już wspominałam, Badoo poleciła mi koleżanka (z pracy), podczas herbatki zaparzanej w babskim gronie. Ponieważ wreszcie nie jestem jedyną singielką w towarzystwie, z rady mogła skorzystać również inna nasza koleżanka. Złożyłyśmy więc konta mniej więcej w tym samym czasie i codziennie dzielimy się wrażeniami. I niby każda z nas pisze jednocześnie z kilkoma chłopakami i jest to jak najbardziej normalne, ale...

 

jakież było nasze obopólne zaskoczenie kiedy ustaliłyśmy, że flirtujemy z tym samym chłopakiem! Nasze miny – bezcenne. Dalsze wrażenia? Umówiłyśmy się, że jej pasuje bardziej. Dlatego fakt, że po dniu ciszy (i intensywnej wymianie wiadomości z koleżanką) znów zapraszał mnie na spacer, podniósł mi nieco ciśnienie. Co prawda to z Alą łączy go większość zainteresowań, wymieniają bardziej rozbudowane wiadomości i jej podał numer telefonu, mnie poczęstował wierszem (chybione zagranie). Po równo dostałyśmy screeny wiadomości laski oferującej mu seks (dziwne, że tej samej, skoro ponoć co trzecia wiadomość jest taka). Zastanawiamy się nad intrygą, jaką można by uknuć w tej sytuacji, chociaż będąc z natury łagodnymi, pewnie damy sobie spokój.

 

Last but not least. Moją uwagę zwróciły konkretne zainteresowania innego, niezwykle sympatycznego człowieka, więc postanowiłam drążyć temat. Po nitce do kłębka i... okazało się, że jest moim kolegą z pracy, ba! - przez ostatnie dwa miesiące siedzieliśmy na jednym piętrze, nie wpadając jednak na siebie żadnym magicznym sposobem. Small world, jak powiadają.

 

Na koniec zdjęcie, bo w mądrych książkach jest napisane, że nie samym tekstem czytelnik żyje. Starannie wyselekcjonowana spośród innych stockowych zdjęć grafika, przedstawiająca szczęśliwą parę.

justaswingin2369976m

 

© Portrety i inne bzdety
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci