Menu

Portrety i inne bzdety

Widzę i opisuję, bo tak mam. Blog z miłości do słów i fascynacji światem we wszystkich odcieniach szarości i pomarańczy. I pomelo.

Szybkie odkurzanie

soniagalka

Pfffff, troszkę się tu przykurzyło. Ale nie, nie umarłam, wręcz przeciwnie, wciągnął mnie wir życia. Wciągnął mnie, skubaniec, bez reszty – nie tylko nie piszę w kochanym pamiętniczku. Nie mam też czasu czytać, jak mam czas czytać, to niestety śpię. Doszło do tego, że rozumiem dawne marudzenie Emilki, że jest już zmęczona Warszawą, że ma dość. Chociaż z drugiej strony nie mogę też całego tego biegu zrzucić na Warszawę. Chociaż z trzeciej strony dwie godziny dziennie, które spędzam w środkach komunikacji też są nieco męczące.

 

Podsumowując: narobiłam się. Ostatnie trzy tygodnie to był bieg. Aklimatyzacja w nowej pracy, kończenie artykułu, dodatkowe zlecenia zarobkowe, szkolenia, wyjazdy, casting na nowego współlokatora, ożeż ja cię! Doszło do tego, że próbowałam zmieniać światła na przejściu za pomocą kluczy od domu i pakowałam do kieszeni myszkę od komputera zamiast komórki. W piątek zaczęłam mylić ludzi i to był ostateczny sygnał do odpoczynku. I rezygnacji z podejmowania się kolejnych zobowiązań. A był taki pomysł. Kusiło, oj bardzo.

 

Są też efekty maratonu. Pochwalę się, a co mi tam. Moja praca o mitach i stereotypach na temat alkoholu i alkoholików zdobyła III miejsce w konkursie na najlepszy materiał szkoleniowy platformy edukacyjnej. Jestem trochę dumna tym bardziej, że nie pisałam z myślą o konkursie. Nowy lokator się znalazł, chociaż to akurat zasługa tak moja, jak i Katarzyny, która okazuje się doskonałym kompanem na niemal każdą sytuację mieszkaniowo-kryzysową i bezkryzysową też (niemal, bo ewentualnego wybuchu lodówki to się bała). Wstępna aklimatyzacja w pracy przebiegła pomyślnie i już nie płaczę w tramwaju w drodze do domu. Ba! Jestem z siebie zadowolona, bo robię rzeczy, o których nie wiedziałam, że potrafię. Szkolenie wyjazdowe - też było owocne. Przeprowadziłam eksperyment na żywym organizmie, przedstawiając się – może nieco ekstrawagancko – jako niepijąca alkoholiczka na forum grupy obcych mi ludzi, prosząc jednocześnie o zachowanie wstrzemięźliwości od napitków procentowych w mojej obecności, czyli podczas zajęć. Efekt rewelacyjny! Nie było oburzenia, po prostu nikt nie namawiał mnie na wieczorne wyjście, dzięki czemu spędziłam przemiły wieczór w jacuzzi i saunie na wyłączność. Drugi sukces szkoleniowy: nie rozszarpałam nikogo, nie udusiłam się podczas ćwiczeń oddechowych i... muzyka relaksacyjna nie wytrąciła mnie z równowagi!

 

Teraz też jeszcze trochę biegnę. Ni stąd ni zowąd zrobiła się połowa miesiąca. Rzeczy do zrobienia od groma. W sumie mam wyrzuty sumienia, że nie piszę właśnie wpisów na moje blogi zarobkowe, czy nie ogarniam prywatnej korespondencji, ale litości. Za karę w następnych wpisach będą kolejne części mojej ostatniej perełeczki; dużo ciekawsza niż pytania zamknięte, analiza otwartych wypowiedzi respondentów ankiety. Soon on Portrety. A w ogóle blog jest do przechrzczenia, czyż nie?

© Portrety i inne bzdety
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci