Menu

Portrety i inne bzdety

Widzę i opisuję, bo tak mam. Blog z miłości do słów i fascynacji światem we wszystkich odcieniach szarości i pomarańczy. I pomelo.

Nocne pęknięcia

soniagalka

Minionej nocy coś we mnie pękło. I nie był to pęcherzyk Graafa. Też nie tętniak, chociaż zdecydowanie coś w głowie.

Zamknięta książka na prawie zabytkowej toaletce, zgaszona lampka, ostatni sms wysłany i podsumowany nienormalny zacieszem.

Kolejny krok – autorska technika walki z bezsennością, opracowana na potrzeby własne. Nazwa robocza: pisanie listu. Z odkrycia tej metody jestem bardzo dumna. Wykazuje 99% skuteczność w przypadku użycia na potrzeby własne wynalazcy, ale sprawdziła się także u innych osób łaskawie wtajemniczonych.

Instrukcje. Strachy, wątpliwości, niepokoje, zadumy i nieszczęścia usystematyzować w formie zdań poprawnych gramatycznie, jasnych, uporządkowanych w ciągu przyczynowo-skutkowym. W myślach. Pełna racjonalizacja. Przekaz dostosowany do możliwości interpretacyjnych projektowanego odbiorcy: a) w przypadku wątpliwości natury ekonomicznej – premier; b) w przypadku zagadnień natury moralnej – everyman; c) w przypadku rozdarć natury emocjonalnej – osoba zamieszana w rozdarcie lub własny rozum... i tak dalej.

Tym razem niepokoje nie były szczególnie straszne, a adresatem stał się własny rozum. Diagnoza stanu aktualnego na podstawie wydarzeń całego dnia: huśtawka nastrojów. Cel: powrót do stanu względnej równowagi. Śmianie się jest całkiem ok, ale przejście w stan przedpłaczowy zaszło dziś zdecydowanie zbyt łatwo. Więc po kolei... i!

I uświadomiłam sobie, że wreszcie, bezwiednie sięgnęłam po narzędzie, do którego od miesięcy bezskutecznie przekonują mnie autorytety w dziedzinie terapii i rozwoju emocjonalnego. Otóż, nieświadomie i nie do końca według obowiązujących zasad, bo bez zeszytu i długopisu w ręku, bez profesjonalnej tabelki i korzystania z podręcznej ściągi z emocji (dostaliśmy takie - długa lista, a na odwrocie nawet podstawowe emocje z ilustracją, jakie wyrazy twarzy im towarzyszą!), zaczęłam prowadzić mój dzienniczek uczuć.

Tabelka powinna wyglądać tak:

Co poczułam?

Nazwa emocji

Kiedy działo się...

Opis sytuacji

Co poczułam

w swoim ciele?

Czy było to przyjemne czy nieprzyjemne?

Jak się zachowałam?

Reakcja

zadowolenie

wykonałam nowe zadanie

rozluźnienie

przyjemne

uśmiechnęłam się, klasnęłam w dłonie

Olśnienie. Trochę lipa, że nie mogę powiedzieć, że wymyśliłam to sama, ale przynajmniej wreszcie, bez przymusu z zewnątrz, doprowadziłam sprawę do końca. W rezultacie pogodziłam się z faktem, że nawet najbliższa osoba może się ze mną nie zgadzać w ważnych kwestiach i nie muszę przez to płakać, ani przyjmować jej poglądów. Kolejny raz pogodziłam się z myślą, że nie zmienię nikogo, z wyjątkiem siebie i naprawdę mam prawo mieć swoje zdanie. Znów wyraziłam zgodę na to, że nie każdy musi się ze mną zgadzać, ba! nie każdy musi mnie nawet lubić.

Co ma piernik do wiatraka? Och! Gdybym tylko pamiętała o tym wszystkim kilka godzin wcześniej! Nie skoczyłoby mi ciśnienie podczas organizacyjnej rozmowy ze współlokatorami, nie ścisnęłoby mi się gardło po rozmowie z ojcem, nie przejęłabym złego nastroju koleżanki o poranku. Może i nie śmiałabym się do wiadomości w telefonie jak głupi do sera, ale przecież mogłabym – skoro nauczę się wybierać, jakie myśli pogonią konkretne wydarzenia i co zrobi na mnie wrażenie, a co po prostu nie.

Znowu spałam dobrze.

© Portrety i inne bzdety
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci