Menu

Portrety i inne bzdety

Widzę i opisuję, bo tak mam. Blog z miłości do słów i fascynacji światem we wszystkich odcieniach szarości i pomarańczy. I pomelo.

Jestem pruderyjna

soniagalka

Marzec 2015, rozpoczyna się wielki zlot Gałek. Podejście nr 2, więc i oczekiwania duże. Proszę świat cały o trzymanie kciuków, aby tym razem obyło się bez zbędnych komplikacji, jak to było zimą 2012.

Pierwszy etap już za nami – Ania szczęśliwie dotarła do Polski!!! Stresowałam się bardzo z powodu ambicji, która kazała mi udowodnić siostrze, że nasz piękny kraj wcale nie jest jakiś gorszy od Ameryki, ale ba! - jest piękniejszy, najwspanialszy i żyje się u nas jak na najprawdziwszym zachodzie. Nie mogłam wymyślić najodpowiedniejszej atrakcji (zwiedzanie muzeów rozmaitych warszawskich uciśnionych jakoś mi nie współgra z wizją urlopowego wypoczynku), więc chętnie przystałam na jej pomysł, abyśmy udały się do sauny. Niedzielna wyprawa była spontaniczna i wymagała ode mnie w sumie sporego poświęcenia, bo zmuszona byłam pozbyć się z nóg owłosienia hodowanego dumnie od ustawienia statusu „wolna” na Facebook'u, czyli już jakieś dwa miesiące. Koniec wiatru wolności we włosach. Ale mówi się trudno.

Odnowa biologiczna w stylu mokotowskim

Wybór padł na mokotowski Park Wodny. Przyznaję się bez bicia, nie przeczytałyśmy regulaminu. Kto czyta regulaminy, niech pierwszy rzuci kamień. Jednak ta nasza przewina niech wypłynie później. Najpierw pozwolę sobie wspomnieć, że Pani sprzedająca wejściówki była bardzo zawiedziona koniecznością rozmowy z klientem i daleka od chęci udzielenia jakichkolwiek informacji. No a to, że chciałyśmy wejść w kostiumach kąpielowych już totalnie ją załamało. Bo kostium wydziela chemikalia i zatrujemy siebie oraz pozostałych saunowiczów.

Dlaczego nago w saunie

Koniec końców weszłyśmy w kostiumach kąpielowych skrzętnie ukrytych pod ręcznikami. Zachęcone zresztą widokiem jednej z nielicznych w obiekcie pań – również w kostiumie. Widać wybranym wolno. Było to wygodne podczas wchodzenia pod prysznic. W okolicach Bani Ruskiej zagadnęłyśmy kolejnego pracownika o te stroje. Wytłumaczył nam, że kostium nie pozwala ciału oddychać. No to już druga wersja. OK. Z pobytu w Bukowinie pamiętam, że trzeba było zdjąć kostium ze względu na możliwość oparzenia zapięciem. W sumie wszystkie opcje mają jakiś sens, jednak chętnie poniosę ryzyko i biorę na siebie odpowiedzialność. Sama ze sobą niechętnie przebywam nago, a co dopiero wśród takiego tłumu ludzi, zmiłujcie się! I spowiadam się Wam, bracia i siostry, że 3 godziny gotowania się w saunie w kostiumie i ręczniku nie zaszkodziły mi w najmniejszym stopniu. Przynajmniej fizycznie. Z psyche gorzej.

ławka w saunie

Atrakcje i interakcje

Za szczególnie godne zapamiętania uważam dwie sytuacje z nagimi panami. A może jednym panem, trudno rzecz, wszak poznałam go od d**y strony. Dosłownie, proszę się nie oburzać.
Otóż leżę sobie wygodnie w saunie fińskiej. Niepewnie oczywiście, więc z otwartymi oczami. Wtem tuż obok mej głowy powiewa i opada ręcznik, a w ślad za nim, tuż nad mą twarzą wędruje goła pupa. Zamykam oczy, niech się dzieje wola nieba. Andzia prycha śmiechem, cwaniara. Jest mi zdecydowanie gorzej.

Sytuacja druga. Sauna rzymska, czyli parowa. Ponoć w tej już szybciej można sobie pozwolić na kostium i sobie pozwalam. W saunie ja, Ania i jakiś pan. Zgrzewam się i wychodzę pod prysznic. Za mną wybiega tenże jakiś pan. Pyta, czy aby woda nie za zimna. Odpowiadam grzecznie, że w porządku. Ten, najwyraźniej zachęcony, podchodzi do mnie – goły, pod prysznicem – tłumaczyć, że nie wolno być w kostiumie. Że pewnie jestem pierwszy raz, ale obsługa potrafi być bardzo niemiła jak widzi kogoś w kostiumie. I nachyla się do mnie z głosem konspiracyjnym. Szczęśliwie siostra przybiega na ratunek, ja odpieram, że tez potrafię i uciekam z powrotem chować się w kłębach pary. 

Głębsze rozważania nad sensem nagiego saunowania

Tylu nagich facetów to w życiu nie widziałam! Serio! I to nie tylko to, że naraz. W sumie! Ja rozumiem, że w trosce o czystość porów siadacie panowie nago, ale dlaczego spacerując od sauny do sauny machacie z radością swymi kuśkami, gdy ręcznik dynda w rąsi obok? Jeszcze jedna ciekawa zależność: im starszy i bardziej uwiędły pan, tym większa skłonność do ekshibicjonizmu. Młodzi jakoś nie potrzebowali eksponować się zawzięcie i non stop. Do podsumowania tej myśli użyję onomatopei: bleee.

Zastanawiam się skąd ta potrzeba pokazywania. I ta radość, że ktoś patrzy. Bo jak wiosnę kocham, twarze też zdradzały wiele. I oto do jakich wniosków dochodzę: panom się wydaje, że kuśki dla kobiet, są jak cycki dla mężczyzn. A NIE SĄ!!! Serio, nie jaramy się każdym siusiakiem, jakiego mamy możliwość zobaczyć. I nie mówię tutaj tylko za siebie, gadałam z kilkoma koleżankami. Powiem więcej – wizualnie wolimy cycki. Nawet jak jesteśmy hetero, to wolimy nagły widok cycka (chociaż jednak lepiej bez sutka), niż niespodziewane spotkanie z penisem. Oczywiście to zależy jakiego cycka. Ładny, jędrny biust cieszy oko estety niezależnie od płci obserwatora. Lubię piersi na okładkach Rolling Stone i Playboya. Sama cieszę się swoimi cyckami, jak mam dobry push-up i dekolt. Jednak opadnięte cycki i obce kuśki to żadna przyjemność. I wiem, że odkrywam tutaj przed Wami Amerykę, bo z chłopakami też gadałam. A nawet napatoczył mi się tu odpowiedni cytat


(…) dziewczynka, której dopiero zaczynają rosnąć piersi, nosi stanik treningowy, żeby mogły się połapać w czym rzecz. - Aha. - Osłupiałem, nie mieściło mi się w głowie, po co biust panny Frost miałby potrzebować treningu, a myśl, że mógłby mieć swoje zdanie wzbudziła we mnie odruch niepohamowanej paniki. A jednak zauroczenie panną Frost dowodziło, że mój penis miewał pomysły odrębne zgoła od moich własnych. Skoro więc penisy żyły własnym życiem, w myśl (trzynastoletniej) logiki należało przyjąć, iż podobnie rzecz ma się z biustem.

John Irving, W jednej osobie

Oto doskonałe potwierdzenie moich najgorszych podejrzeń. Zatem to rzecz powszechna, że mężczyznom się zdaje, że tak wiele nas łączy. Bzdura! Proszę nie wierzyć w wypaczoną wersję feminizmu – wciąż wiele nas różni i to już tak raczej zostanie. Nasze cycki są spokojniejsze od Waszych penisów i nie wygląda na to, żeby ewolucja miała coś w tej materii zmienić. Postrzeganie świata też mamy odmienne. Także proszę, przynajmniej najbliższych mi mężczyzn, przekroczcie magiczną granicę trzynastego roku życia!

Z resztą i tak Was kocham.

© Portrety i inne bzdety
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci